home bbs files messages ]

Forums before death by AOL, social media and spammers... "We can't have nice things"

   soc.culture.polish      Yeah but Polish food gives you the shits      128,239 messages   

[   << oldest   |   < older   |   list   |   newer >   |   newest >>   ]

   Message 127,059 of 128,239   
   Tfusk to All   
   =?UTF-8?Q?Oboje_byli_uzale=C5=BCnieni=2E   
   26 Apr 25 10:46:40   
   
   From: tfusk@gmail.com   
      
   To, co działo się za zamkniętymi drzwiami ich mieszkania, Jolanta Zykun   
   latami ukrywała nawet przez bliskimi przyjaciółmi. - Przeżyłam gehennę -   
   wyznała po śmierci męża. - Byłam straszliwie zmęczona. Zmęczona sobą,   
   oddawaniem dzieci do znajomych, nieprzespanymi nocami, tym, że nie było   
   już domu...   
      
   Zaproszenie do udziału w programie estradowym "Cała sala śpiewa z nami",   
   który w 1968 r. miał być prezentowany w USA i Kanadzie, 25-letnia   
   Jolanta Zykun przyjęła bez wahania. Propozycję wyruszenia za ocean z   
   uwielbianym przez Polonię Jerzym Połomskim młoda aktorka uznała za   
   wielkie wyróżnienie. Dodatkowym magnesem był udział w podróży słynnego   
   satyryka Jerzego Dobrowolskiego. Znali się już od dwóch lat i   
   zdecydowanie nie byli sobie obojętni.   
      
   Była ostatnia niedziela kwietnia 1966 r., gdy pani Jola, wówczas   
   studentka szkoły teatralnej, po raz pierwszy spotkała starszego od niej   
   o 13 lat Jerzego Dobrowolskiego. Tego dnia wybrała się na premierę   
   programu inaugurującego działalność Kabaretu Owca. Po przedstawieniu   
   założyciel Owcy podszedł do niej i zapytał, czy nie zechciałaby spędzić   
   z nim reszty życia. I wyznał zaskoczonej dziewczynie, że stojąc na   
   scenie, widział tylko ją i myślał tylko o jednym – by jak najszybciej   
   się jej oświadczyć. Wrażenie wywarł piorunujące.   
      
   "Oczarował mnie, zawrócił mi w głowie. Od razu między nami zaiskrzyło"   
   –   
   wspominała aktorka. Z miejsca zakochała się w Dobrowolskim, nie mając   
   pojęcia, że jest... żonaty i lada moment zostanie ojcem. Była w szoku,   
   gdy jej o tym powiedział. Nie chciała być "tą trzecią" i nie zamierzała   
   angażować się w relację, która – jak myślała – nie ma przyszłości.   
   Zerwała kontakt. Ale gdy dwa lata później wyruszyli razem w trasę po   
   Ameryce, pan Jerzy był już rozwodnikiem i samotnym ojcem. "Panienka,   
   która zrobiła mu dziecko, nie wytrzymała, zostawiła go z córką" –   
   opowiadała Maria Czubaszek, przyjaciółka aktora.   
      
   Podczas tournée po Stanach i Kanadzie polskie gwiazdy oszczędzały, na   
   czym tylko się dało, przede wszystkim na hotelach. Jolanta Zykun zawsze   
   dzieliła pokój, a czasem nawet łóżko, ze swą dobrą koleżanką ze   
   studiów,   
   Magdaleną Zawadzką. Pewnej nocy pani Jola poczuła, że ktoś ją dotyka.   
   Otworzyła oczy... "Na brzegu łóżka siedział golusieńki Jurek. Zagroził,   
   że obudzi Magdę. Co miałam robić? Poszliśmy do jego pokoju" – wyznała   
   po   
   latach w wywiadzie.   
      
   "Zakochałam się kiedyś w tym człowieku, ale dowiedziałam się, że ma   
   zobowiązania wobec innej kobiety. Teraz było inaczej. Był wolny".   
   Imponował jej charyzmą, inteligencją, poczuciem humoru. Wydawało się   
   jej, że jest idealnym kandydatem na męża i ojca, więc gdy znów poprosił   
   ją o rękę, powiedziała "tak". Choć "w pakiecie" z Jerzym dostać miała   
   też jego córeczkę, nie wahała się ani chwili. Dominikę zawsze traktowała   
   jak własne dziecko, także wtedy, gdy urodziła się Aleksandra. "Tam się   
   nie widziało żadnej różnicy. Jolka po prostu kochała je po równo" –   
   opowiadała Maria Czubaszek.   
      
   Jerzy Dobrowolski uwielbiał obie dziewczynki. Poświęcał im dużo czasu,   
   ale nawet dla nich nie potrafił przestać pić. Gdy wracał do domu pijany,   
   pani Jolanta tłumaczyła córkom, że ojciec jest chory. Kiedy wpadał w   
   alkoholowy ciąg, lokowała je u ciotki lub w domu zaprzyjaźnionej   
   nauczycielki, by oszczędzić im widoku zamroczonego wódką taty. Znajomi   
   Dobrowolskich doskonale wiedzieli, że Jerzy pije, ale niewiele osób   
   zdawało sobie sprawę z wagi problemu. Nic dziwnego, nigdy nie zdarzyło   
   się, by zjawił się pijany na planie filmowym, na próbie w teatrze czy w   
   radiowym studiu.   
      
   To, co działo się za zamkniętymi drzwiami ich mieszkania, pani Jolanta   
   latami ukrywała nawet przez bliskimi przyjaciółmi. "Przeżyłam gehennę –   
   wyznała po śmierci męża. – Byłam straszliwie zmęczona. Zmęczona sobą,   
   oddawaniem dzieci do znajomych, nieprzespanymi nocami, tym, że nie było   
   już domu...".   
      
   W końcu zagroziła mężowi, że zabije go, jeśli po powrocie z teatru   
   zastanie go pijanego. "Otwieram drzwi i już czuję. Jurek śpi, jak zawsze   
   na boczku, na poduszeczce. Na drugiej położył nóż, największy, jaki   
   mieliśmy w kuchni" – mówi i dodaje, że był to moment, w którym   
   zdecydowała się zakończyć swój koszmar. Już wcześniej kilka razy   
   próbowała odejść, ale nie potrafiła.   
      
   "Jurek był miłością mojego życia" – tłumaczyła, dodając, że długo   
   wolała   
   żyć w piekle z nim, niż w raju bez niego. Teraz zdecydowała się na   
   rozwód, choć mąż błagał ją, by wycofała pozew i dała mu jeszcze jedną   
   szansę. Rozwiedli się, ale aktorka obiecała panu Jerzemu, że nadal będą   
   mieszkać razem, jeśli on pójdzie na odwyk. "Po rozwodzie, ale tylko   
   takim na papierze, Jurek nie wziął do ust kropli alkoholu. Uważał ten   
   rozwód za swoją największą porażkę życiową, bo sąd mnie przyznał   
   dzieci.   
   Obie dziewczynki są moje. Nie mógł uwierzyć, że on sądu nie przegadał".   
      
   Jerzy Dobrowolski dotrzymał obietnicy i podjął leczenie, ale bez   
   alkoholu nie wytrzymał długo. "Po roku przyjęłam go w końcu z powrotem,   
   po tym rozwodzie. Na drugi dzień wszystko się znowu zaczęło" –   
   wspominała aktorka. Takich odwyków pan Jerzy przeszedł jeszcze kilka.   
      
   "Najfajniejszym okresem był okres, kiedy tata wracał ze szpitala, bo był   
   odtruty, oczyszczony. Potem zaczynała się walka, że już chce pić, ale   
   powstrzymuje się i wtedy robiło się bardzo niefajnie" – mówi młodsza   
   córka aktora, Aleksandra.   
      
   Pani Jola toczyła swoją walkę. "Lekarze mówili: 'Jolka, ratuj siebie i   
   dzieci!'. Ale ja też byłam uzależniona... Od Jurka" – twierdzi Jolanta   
   Zykun. Zdarzało się, że Jerzy znikał, a ona szukała go po całej   
   Warszawie, by bezpiecznie sprowadzić go do domu.   
      
   "A to dzwoniła policja rzeczna z Zegrza, a to samochód leżał gdzieś w   
   rowie. Nie miałam już siły, tak byłam zmordowana, ale jeździłam za nim,   
   bo czułam się odpowiedzialna – wspominała. – Kiedy zmarł, poczułam   
   ulgę". 17 lipca 1987 r. Jerzy Dobrowolski trafił do szpitala z silnym   
   bólem brzucha. Lekarze zdiagnozowali u niego zapalenie jelita grubego i   
   podjęli dramatyczną próbę uratowania mu życia. Gdyby nie był kompletnie   
   pijany, pewnie by im się to udało...   
      
   Jolanta Zykun oddała ukochanemu mężczyźnie najpiękniejsze lata swojego   
   życia. W okresie, gdy Jerzy Dobrowolski pracował jak szalony i wykreował   
      
   [continued in next message]   
      
   --- SoupGate-DOS v1.05   
    * Origin: you cannot sedate... all the things you hate (1:229/2)   

[   << oldest   |   < older   |   list   |   newer >   |   newest >>   ]


(c) 1994,  bbs@darkrealms.ca